Do tej pory glownym srodkiem transportu, ktorym sie poruszalismy byly wielkie autobusy. Tym razem z Malezji do Tajlandi dostalismy sie minibusem. Transport to moze mniej wygodny ale na pewno szybszy. Wyjechalismy z Penango o 5 rano, przeprawilismy sie przez granice (2 odprawy paszportowe) i o 8 bylismy w Hat Yai.
Tam przesiadka do kolejnego minibusa. Kierowca trzeba przyznac oryginalny. Z wygladu tajski model, z zachowania hiszpanski macho ale trzeba przyznac prowadzil z jajem. Prednosc zadko schodzila ponizej 120 km/h a klika razy bylismy o wlos od zdezenia z innym samochodem (wyprzedzanie na trzeciego na b. waskiej drodze) ale na szczescie wszystko skonczylo sie dobrze.
Dojechalismy do Trang i tam przesiadka w kolejnego minibusa. Tym razem mialem wrazenie jakby kierowcy nigdzie sie nie spieszylo jechal tak spokojnie. Na Koh Lante dojechalismy lapiac po drodze jeszcze 2 promy i po prawie 12h podrozy (od wyjazdu z Malezji) bylismy na miejscu.
Niestety zostalismy tam zupelnie inne ceny niz te do ktorych bilismy przyzwyczajeni na polnocy Tajlandii. Jest b. drogo. Za obiad dla dwoch osob i napoje w Pai (na polnocy) placilismy niecale 200 batow (16 pln) a teraz na b. turystycznym poludniu ponad 400 batow (32 pln). Do tego internet 4 razy drozszy niz w Bangkoku 10 zlotych za godzine (na szczescie w naszym hostelu jest za darmo).
Teraz jestesmy na kolejnej wyspie Koh Phi Phi (tez b. turystycznej). Dostalismy sie tu duza lodzia razem z innymi turystami. Podroz trawala 2h troche bujalo. Na szczescie odbylo sie bez choroby morskiej.
Tutaj jest jeszcze wiecej turystow, za to wyspa jest wiele ladniejsze. Malutka z bialymi plazamy, lazurowym i cieplym morzem. Co ciekawe nie widzielismy tu zadnego samochodu to pewnie dlatego, ze nie ma tu drog po ktorych moglyby sie poruszac. Transport odbywa sie glownie lodziami (tak ludzi jak i zaopatrzenia). Na nabrzezach pelno jest naganiaczy, ktorzy zachecaja (choc lepiej pasuje slowo molestuja) turystow do skorzystania z usluch taksowek wodnych. Zycie na wyspie toczy sie przy brzegu, tu sa plaze, hostele, restauracje.. morze :)
Po poludniu zaczyna sie tu odplyw, morze sie znacznie cofa. Mozna potem isc w morze 20, 30 i wiecej metrow brodzac po kostki, z morza robi sie sadzawka.
Mieszkamy w bungalowie blisko plazy. Ciemno robi sie juz okolo godziny 18 a wieczor jest bardzo krotki. Zasypiamy przy dziekach swierszczy a budzi nas nad ranem chor egzotycznych ptakow.
Slonce niestety ukrywa sie wiekszosc czasu za chmurami ale i tak zdazylem sie juz zarozowic. Agnieszka kolorem przypomina bardziej tubylca niz przybysza z zimnej i mroznej Polski. Spedzimy tu jeszcze pewnie kilka dni w oczekujac na lepsza pogode i wylegujac sie na plazy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz