niedziela, 9 listopada 2008

Bangkok c.d.

Staralismy sie jak najlepiej wykorzystac te 3 dni. Mieszkalismy w jednej z najstarszych, a wg przewodnikow najtanszych, dzielnic Bangkoku. Duzo udalo sie zwiedzic podrozujac pieszo lub jezdzac tuk-tukiem - nieopisane przezycie :) Byl to zdecydowanie weekend handlowy; sobotni poranek spedzilismy na targu kwiatowym i owocowo-warzywnym. Pozniej trafilismy do China Town - gdzie przygniotly nas niesamowite ilosci ludzi, ubran, tkanin i dodatkow krawieckich wszelkiego rodzaju. Popoludnie - w domu handlowym, a niedzielny poranek - dla odmiany na najwiekszym weekendowym targu - Chatuchak i w "centrum ogrodniczym":)
Moze jak sie napatrzymy, to nie bedziemy musieli kupowac?! :) W tym momencie wszelkie zakupy odkladamy "na potem", nie ma co dokladac do i tak juz ciezkich placakow .
Tak wiec ogladamy, robimy zdjecia, a w wolnych chwilach szukamy Buddy (lezacego, stojacego, szmaragdowego itd :) lub miejsca na posilek, co latwe nie jest - nadal omijamy wielkim lukiem uliczne stragany z jedzeniem. Wiekszosc napotykanych "restauracji' tez nie bardzo cieszy sie naszym zaufaniem. W kazdym razie - glodni nie chodzimy, do temperatury tez powoli sie przyzwyczajamy...
Zobaczymy jak bedzie na polnocy - o 18:00 wyruszamy Vip-Busem do Chiang Mai (12h drogi). Pod wieczor chcemy uczesniczyc w Festiwalu Swiatla ...i nocnym targu, gdzie podobno mozna sie dobrze najesc :D

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Zbierajcie, zbierajcie doświadczenia, żebyście mogli je później przekazać kolegom i koleżankom :)jestem bardzo ciekawa kolejnych etapów Waszej podróży. Pozdrawiam serdecznie,
KasiaK