wtorek, 18 listopada 2008

KL czyli pierwsze wrazenia z Malezji

Pierwotnie pomysl na podroz zakladal wizyte w Laosie. Zeby zobaczyc mnichow, jeszcze wiecej swiatyn buddyjskich, posmakowac innego jedzenia. No ale zaczelismy sie rozgladac w Pai za mozliwoscia dotarcia do Laosu. W skrocie wygladalo to tak. Autobus z Pai wyrusza o 23 przy granicy laotanskiej jestesmy o 4 rano. Czas na drzemke 4h, gdyz granice otwieraja dopiero o 8 i wtedy mozna starac sie o wize. Potem po przekroczeniu granicy 2 dni na statku i jedna noc na ladzie. Wszystko tylko po to zeby dostac sie do Luang Prabang - miasta, ktore jest slawne z mnichow, swiatyn buddyjskich itd.

Szczerze przyznam, ze perspektywa ogladania kolejnych wielu podobnych do siebie swiatyn, do tego ogladanie wielu podobnych do siebie mnichow troche nas zniechecalo. Sprawdzilismy tez jak potem dostac sie z Laosu na Phuket, nie bylo to ani latwe ani przyjemne. Kolejna rzecz, ktora nas odstraszyla od Laosu to wiza, za ktora trzebaby zaplacic ok 30 dolarow. Stwierdzilismy, ze dziekujemy.

Szybko rozwazylismy opcje i stwierdzilismy, ze wybieramy Malezje gdyz:
  • za wize nie trzeba placic - dla obywateli Polskich wiza turystyczna jest wydawana na 90 dni za darmo
  • mozna tu spotkac wieksza mieszanke kultur niz w laosie
  • latwiej bedzie sie dostac na Phuket
Znalezlismy w piatek tania linie lotnicza Air Asia. Najblizszy lot w niedziele. Kliknelismy, zarezerwowalismy i polecielismy :)
Tylko jeszcze wczesniej musielismy sie dostac spowrotem do Chiang Mai. Bardzo widokowa ale jednek bardzo meczaca droga 750 b. ostrych zakretow. Wszystkim udajacym sie do Pai albo w przeciwnym kierunku polecamy awiomarin. Nam w autobusie bylo b. niedobrze i nie wiem czy to z tego powodu, ale niedobrze czulismy sie jeszcze przez 3 kolejne dni.

W Air Asia szok, super nowoczesny, nowiusienki Airbus. Do tego panie stewardessy jak z prospektu reklamujacego uroki Malezji albo z konkursu miss Malezja.
W KL kolejny szok. Spodziewalismy sie, ze bedzie goraco i parno.. ale bez przesady, przeciez tu jest teraz chlodna pora roku. Codziennie jak tu jestesmy temperatura przekracza 30 stopni, do tego wilgotnosc, siegajaca ponad 80 procent, codziennie pada (tak nie wiecej niz godzine).

W Kuala Lumpur mieszanka roznych kultur. Malajowie, Chinczycy, Hindusi, Arabowie. Kobiety z hustami na glowie. W Tajlandi nie widzielismy meczetow, tutaj jest ich sporo. Nie widzielismy za to zadnej buddyjskiej swiatyni. Miasto podoba mi sie bardziej niz Bangkok, wiecej nowoczesnych budynkow, duzo zadbanych parkow.

Jeden z nich zwiedzlismy: Ogrod nad jeziorem, a w nim ogrod orchidei, hibiskusow i park motyli. Wszystko bardzo ladnie urzadzone. Mamy mnostwo zdjec ze storczykami. W parku mozna bylo tez kupic niektore okazy niestety ceny byly b. wysokie.

Bylismy tez w centrum handlowym, w ktorym jest najwiekszy na swiecie park rozrywki pod dachem "Cosmos World". Nie zdecydowalismy sie na podroz kolejka gorska ze wzgledu na sporzyty wczesniej posilek ale wygladala imponujaco.

Malezja zaskoczyla nas b. dobra kuchnia i wysokimi (w porownaniu z Tajlandia) cenami. Na razie numerem jeden dla nas jest kurczak w sosie slodko kwasnym z warzymami i oczywiscie ryzem ;)

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Fajnie jest podrożować z Wami po dalekim półwyspie indochińskim, wasze doświadczenia przydadzą się dla innych zbłąkanych wędrowców. szkoda, że nie mozna zamówić na wywóz jakiejś egzotycznej roślinki, a już spisywałam listę :).
Nawet tak daleko rodzina potrafi zaskoczyć (pochwała linii Air Asia) Aga wracajcie autobusem lub wpław, bo zachwyt Rafała nad stewardessami budzi niepokój :):) POZDRAWIAMY MADZIA Z CHŁOPAKAMI

Ines pisze...

Nie widzialas mojego zachwytu nad paniami i ...panami z obslugi. Taaakie malinki :)

(Wracamy rosyjskim Aeroflotem, a tam takich nastolatek i nastolatkow o pieknych i swiezych buziach nie uswidczysz!)

Sle usciski w strone rodzinnego kraju, gdzie spadl pierwszy snieg!

Anonimowy pisze...

mniam mniam tajskie jedzenie musi być naprawdę pyszne. a te owoce, ech...
a passion fruit to chyba passiflora po polsku, jeżeli to Wam coś mówi.ale chyba to u nas na drzewach nie rośnie ;) pozdrawiam ze Słowacji, gdzie uczę się jak zrobić swoją własną parę butów :)
Pozdrawiam serdecznie, kasiak

Anonimowy pisze...

Tak, Passiflora to pnacze spotykane tez u nas (ale w cieplarnianych warunkach!!!)

Pozdrowienia,
Agnieszka

Anonimowy pisze...

A ja poproszę zdjęcia jedzenia :D

Karol

Anonimowy pisze...

Eh, emejzin' im wiecej Was czytam tym większe mam wypieki na twarzy. może Braciszku zacznij pisać książki z podróży bo całkiem ciekawe są te Wasze spostrzeżenia. i fajnie napisane. POzdrawiam
Siostra Sylwia;]